Zbigniew Wlazłowski
Przez kamieniołomy i kolczasty drut
1974, Wydawnictwo Literackie, Kraków

powiązane osoby —

  • Wspominienia studenta medycyny Zbigniewa Wlazłowskiego transportowanego z KL Buchenwald

    Stłoczonych w brudnych wagonach bydlęcych, zmęczonych i głodnych przywieziono nas na stacyjkę małego miasteczka. Z napisu nad budynkiem dowiedzieliśmy się, że jest to Mauthausen. Kilkudziesięciu esesmanów z psami na smyczach otoczyło transport w brzasku wschodzącego dnia pognało go w nieznanym kierunku. Gdzieniegdzie z domów wychodzili ludzie, przeważnie kobiety i dzieci. Grozili przechodzącym więźniom, zachęcali esesmanów do jak najsurowszego postępowania z ,,polskimi mordercami i Żydami”. Krzykiem i biciem zmuszano kolumnę więźniów do coraz szybszego marszu, a wreszcie biegu. Wycieńczeni muzułmanie nie wytrzymywali narzuconego tempa. Bose stopy raniły się o ostre kamienie, łydki i uda gryzły psy szczute przez eskortę. Kto nie mógł nadążyć lub wychylił się z szeregu, tego natychmiast mordowano wystrzałem z pistoletu lub zabijano kolbą karabinu. Jadący za kolumną samochód ciężarowy wypełniał się zwłokami zabitych. Po kilkudziesięciu minutach tej krzyżowej drogi, gdy minęliśmy duży lager i potężne kamieniołomy Mauthausen, wpędzono nas do prymitywnego lagru w Gusen.

    Przez kamieniołom i kolczasty drut – Zbigniew Wlazłowski, Wydawnictwo Literackie, 1974 s. 20
  • W (…) niedzielę rano rozdzielono pocztę. Ja również dostałem list z domu. Była to dla mnie pierwsza po aresztowaniu wiadomość od najbliższych. Długi list, skontrolowany przez cenzurę, wyglądał jak sitko lub wycinanka dziecięca. Większość wiadomości z niego wykrojono. Po południu rozdano na blokach blankiety z nadrukiem zawierającym informacje dla rodzin, jak i kiedy mogą pisać do obozu. Szrajberzy ostrzegali, że możemy wpisać jedynie podaną po niemiecku formułkę: »List dostałem, jestem zdrów i dobrze mi się powodzi, pozdrawiam was«. Pod karą pobicia i zabronienia pisania następnych listów do domu nie wolno było pisać nic innego, a zwłaszcza podawać jakichś informacji o obozie i o sobie.

    Byłem zrozpaczony. Tak wiele miałem do napisania. Od miesiąca czekałem na tę chwilę. Liczyłem dni i godziny, by napisać do najbliższych choć parę słów. Czułem, że jestem coraz słabszy i liczyłem się z tym, że w każdej chwili mogę stracić życie. Chciałem bardzo skontaktować się z matką, z rodziną. Przede mną leżała wycinanka jak łamigłówka. Starałem się odgadnąć, co było treścią listu. Wnioskowałem, że wszyscy są zdrowi, że martwią się o mnie, robią starania, wysyłają paczki żywnościowe i ciepłą odzież. Czarne myśli biegały mi po głowie. Czy wiedzą, w jakim stanie dostałem ich list? Czy uwierzą w napisaną przed chwilą formułkę? Czy domyślą się, że wolno mi napisać tylko kilka zdań, bez względu na to, jak się czuję i co chciałbym im napisać? A mdlejące ręce kreśliły niezgrabnie słowa: Ich bin gesund [(niem.) jestem zdrów] …

    Od wielu dni dogorywałem i nie miałem nadziei powrotu do żywych. Może jutro wybiorą mnie do gazu lub wyślą transportem inwalidzkim na stracenie? »Dobrze mi się powodzi…« (Głód skręca kiszki, a od chwili aresztowania nie wiem, co znaczy być sytym. Ciało pobite pejczami esesmanów i pałkami kapów ropieje, odpada od kości.) »Jestem zdrów« (O Matko, piszę ci te obłudne słowa, bo nic innego napisać nie mogę. Ale ty wyczujesz swoją intuicją, że umieram. Zresztą nie! Bądź nadal nieświadoma mojej doli i łudź się, że mnie jeszcze zobaczysz. Łudź się, że paczki, które wysyłasz, dochodzą do mych rąk i ratują od głodu. Być może, że prędzej niż ten list z wiadomością o mym dobrym zdrowiu, ja sam jako pył z komina krematoryjnego przelecę nad zielonymi łąkami i osiądę na dachu twego domu. Będę przy tobie, w twych snach i marzeniach. Osłodzę moment, w którym otrzymasz urzędową wiadomość o mojej śmierci).

    Przez kamieniołom i kolczasty drut – Zbigniew Wlazłowski, Wydawnictwo Literackie, 1974 s. 32
  • Kancelaria szpitalna mieściła się w bloku 28, między izbą kapo a apteką, i była jak gdyby filią głównej kancelarii obozowej. Tutaj zapisywano dokładnie więźniów przychodzących w ,,stan chorych” i opuszczających szpital oraz zakładano wszystkim chorym historie choroby i karty gorączkowe, które wraz z pacjentami kierowano do odpowiednich oddziałów. Codziennie rano i wieczorem pisarz szpitalny liczył chorych, dane uzgadniając z główną kancelarią obozową. Zmarłym wpisywano przyczynę śmierci i następnie za pośrednictwem Oddziału Politycznego skreślano ich z ewidencji obozu, a rodzinie przesyłano zawiadomienie o zgonie. Ludziom, którzy zostali zamordowani lub ginęli w różnych akcjach likwidacyjnych, jako przyczynę zgonu z rozkazu władz obozowych wpisywano choroby zmyślone, przeważnie zapalenie płuc, udar serca itp. Zamordowanym przy pracy dawano adnotację: ,,zginął przy próbie ucieczki”.

    Przez kamieniołom i kolczasty drut – Zbigniew Wlazłowski, Wydawnictwo Literackie, 1974 s. 63